piątek, 3 lipca 2015

Kiedy diabeł przywdziewa ornat…Wstęp.






W ostatnich kilkudziesięciu dniach miały miejsce zdarzenia, które umknęły uwadze „prawicowej” rzeszy autorytetów medialnych. Czekista W. Putin wezwał do wsparcia Assada w wojnie syryjskiej. Sowiecki oficer Marek Dukaczewski do poparcia Putina. Na kanwie zamachów terrorystycznych przeprowadzonych przez Państwo Islamskie zbieżne stanowisko zgłosili lokalni eksperci ds. terroryzmu, ze szczególnym uwzględnieniem funkcjonariuszy SB i MO, mówi ono mniej więcej, że należy odejść od mitologii „arabskiej wiosny” i wspierać lokalne reżimy (tolerancyjne dla chrześcijan). Rebeliantom syryjskim kończą się pociski do wyrzutni TOW. Iran wymusza na Assadzie wprowadzenie tzw. Planu B dla Syrii. Turcja i Jordania grożą, że dobiją Assada. Amerykanie przyznają, że szkolą raptem 100 rebeliantów. Trwa ofensywa rebeliantów w Aleppo i Daarze. Sunnici w armii Assada są języczkiem u wagi i zastanawiają się, czy już nadszedł moment, by dobić swoich płatników ludobójców robiąc ostateczny pivot. Izraelici spekulują nt. pomocy partyzantom w zamian za porozumienie z Druzami i walkę z radykałami. Reżim socjalistów stracił 50 proc. środków trwałych w siłach lądowych. Walczą głównie Alawici i Hezbollah, gdzieniegdzie NDF. Tymczasem Paweł Lisicki zdobywa popularność głosząc rzekomo kontrowersyjne, nonkonformistyczne tezy nt. sytuacji na Bliskim Wschodzie i stosunku papieży do islamu. Wtórują mu „chrześcijańscy” publicyści, rekomendują wybitni antykomuniści. W tym samym mniej więcej czasie postępuje „ozonizacja” i „socjalizacja” PiSu (rozumiem ten proces jako przejmowanie najgłupszych poglądów endeków przez sanację, towarzyszy temu wzrost nastrojów wybitnie lewicowych w opozycji, z tym zastrzeżeniem, że najlepiej ten - drugi - proces wyłożył Józef Mackiewicz w „Nie trzeba głośno mówić”, w Armii Krajowej dominują poglądy socjalistów, co naturalnie działa na rzecz bolszewików). Posłowie PiS ostentacyjnie, w proteście przeciwko banderyzmowi wychodzą ze wspólnego posiedzenia z parlamentarzystami ukraińskimi. Europoseł PiSu pan Karski (wespół z Liberadzkim z PZPR) blokuje przedstawienie w Parlamencie Europejskim dowodów na „sunnicki Katyń”. Młodoendek Marcin Pallade, który kilka miesięcy temu uczestniczył w bolszewickiej nagonce na posłankę partii opozycji parlamentarnej, jest witany z otwartymi ramionami w „salonie prawicy”, czyli Klubie Ronina. W tym samym miejscu Jarosław Kaczyński odwołuje się do klasyka bolszewizmu (Michał Kalecki) i neobolszewizmu (Thomas Piketty) i nikt nie reaguje. Syriza szantażuje całą Europę i wyznacza procedurę postępowania dla bolszewickiego Podemosu. Piketty (bodaj 82 odwołania do Marksa w książce o budzącym zgrozę tytule „Kapitał w XXI wieku”) jest ulubionym ekonomistą tych partyj, czyta go również z admiracją papież. Służby i media (czytają te same podręczniki) Putina zgodnie z kanonami operacji „Trust”, metodyką NEP-u, woluntarystycznymi praktykami Lenina i Stalina inspirują tzw. ruchy rozkładowe ze szczególnym uwzględnieniem komuchów, socjalistów, młodoendeckich chrześcijańskich ortodoksów, anarchokapitalistów, wszelkiej maści separatystów i konfederatów (supozycja – także barskich). Od kilku lat polskojęzyczne media (szczególnie portale „niezależna.pl” i „wpolityce”, plus periodyki rewizjonizmu socjalistycznego żyjące na koszt podatnika, w tym „chrześcijańskie”) na kanwie kryzysu w strefie euro, w tym w Grecji, rezonują bolszewicką propagandę rozczulając się nad sprawiedliwością społeczną, bezwiednie kopiując propagandę RT. Jednocześnie „Putin” zgrabnie kreuje znaczenie LGTBQ (potrzebne dodać) i Państwa Islamskiego oraz kompromituje prądy intelektualne (ekonomia spod znaku szkoły austriackiej, w amerykańskiej Tea Party doszło, między innymi na tym tle do faktycznego rozbicia i deprecjacji ruchu), które mogą uratować Zachód przed ekonomicznym upadkiem bądź przewartościowaniem w rodzaju rekonfiguracji systemu - Jałty 2.0, na której najbardziej straci kraj między Odrą a Bugiem. Wszystko to razem wpycha Eurazję zgodnie z koncepcjami Dugina w jego ramiona (nikt nie zauważył, że te teorie mają ponad 100 lat). Szkoda, że nie mamy dziś postaci pokroju Józefa Mackiewicza i jego „Alarmu”, co by przestrzec przed moralnym i intelektualnym rozbrojeniem. Mamy za to gwiazdy gomułkowskiego NEP – u pokroju marksisty ekonomicznego Witolda Kieżuna (reprezentatywny prąd myślenia o gospodarce dla tzw. prawicy polskiej, ściślej rewizjonizmu socjalistycznego), który śladem Stanisława „Cata” Mackiewicza legitymizuje komunizm. Niech przedwczesną klamrą tego przydługiego wstępu będzie fakt, że wnuk „Cata” Piotr Niemczyk wtóruje ubekom w percepcji wojny syryjskiej. Czyli wszystko w PRL – u Bis jest na swoim miejscu. Łącznie z tym, że prezydent elekt Andrzej Duda „łyknął” jak dziecko prowokację (jedynie semantyczną?) z miłosierdziem chrześcijan syryjskich i nie odrzucił jeszcze zaproszenia do komunistycznych Chin (namawiam do tego czynu, z uwagi na przezorność). Jeśli nie posłucha, tam z pewnością będzie mu towarzyszył duchem pan (przepraszam za burżuazyjną obelgę) Dukaczewski. Komunistyczne Chiny i Rosja przeżywają kryzys ekonomiczny, którego przyczyny mają wewnętrzny charakter (mit sankcji proszę odrzucić, to jedynie 20 – 30 proc. ubytku – względnego - PKB) przeprowadzą reformy, które są sprzeczne z interesami elit władzy lub zrobią nam przykrą niespodziankę w ciągu kilku lat. Kto wie co mam na myśli, zrozumie konsekwencję wywodu, kto nie wie, niech dalej nie czyta. Wie natomiast, przynajmniej częściowo, profesor Sławomir Cenckiewicz - kto i dlaczego chciał wysłać „wsiarza” Dukaczewskiego do komunistycznego Pekinu. Szkoda, że nikt nie reaguje na błędy pana Pawła Lisickiego. Zaiste, kto pomyślał, że zaliczam redaktora naczelnego jednego z tygodników do „agentów” czekistów i ich ideowych dzieci, ten jest nierozumny. Za mało w polskiej percepcji komunizmu było przedstawiania metod wykorzystania przez bolszewików zwyczajnych błędów intelektualnych, także skłonności do życia w kłamstwie (patrz „Droga donikąd” J. Mackiewicza) i grzechu „odmowy wiedzy”. Za metodą noblisty F.A. Hayeka oskarżam zatem pana Lisickiego (i nie tylko) o szereg poważnych błędów w rozumowaniu, zwłaszcza, że generalnie mowa o tych samych osobach i środowiskach, które nie protestowały przeciwko pojednaniu z komunistyczną „cerkwią” KGB w 2012 roku. Czytelnik raczy wybaczyć mi grafomanię, wszystkie wątki rozwinę, ale najpierw zajmę się wojną syryjską, terroryzmem i „kwestią islamską”.

PS Niemniej, istniała potrzeba zestawienia elementów cząstkowych „teorii wszechrzeczy” obok siebie ;)

Cdn.

wtorek, 2 grudnia 2014

Anatomia rosyjskiego (ro)zbrojenia





W gąszczu informacji i dezinformacji towarzyszących napaści Rosji na Ukrainę gubi się gdzieś fakt tysiąckroć istotniejszy od trasy „białego konwoju”. Z przyczyn ekonomicznych upada plan modernizacji rosyjskiej armii.

Rosja się zbroi - usłyszeliśmy wielokrotnie podczas agresji na Ukrainę. Federacja miała program unowocześnienia wojska zakładający wydatki na sprzęt, remonty oraz badania i rozwój w kwocie 600 mld. dol. w l. 2011 – 2020 (przekaz wielokrotnie rezonowany przez media wszystkich opcji ideowych nad Wisłą). Jednak zamierzenia oparto na optymistycznych założeniach. Nie uwzględniono problemów budżetowych, niskiej zdolności rosyjskiej zbrojeniówki do inkluzji kapitału, marazmu w sferze innowacji itd. Poważne ośrodki badawcze (np. SIPRI, Stratfor) obaliły lub podważyły rosyjskie założenia już w 2012 roku. Największym przeciwnikiem w „walce o plan dziesięcioletni” starym zwyczajem okazały się prawa rachunku ekonomicznego. Problem „rozwiązano” również zgodnie z tradycją - poprzez ogłoszenie kolejnej perspektywy, tym razem na lata 2016 – 2025. Nowy program modernizacyjny przedstawił odpowiedzialny za przemysł zbrojeniowy wicepremier Dmitrij Rogozin. Transfery mają wynieść około 560 mld. dol. na sprzęt wojskowy a na inwestycje w zakłady zbrojeniowe 80 mld. dol. Jednak Rogozin, mimo świadomie zawiłej semantyki, przyznaje się historycznej porażki. Dlaczego? Choć wicepremier zarzeka się, iż obie dziesięciolatki nie są ze sobą sprzeczne, kolejna zawiera w sobie poprzednią i jest zgrabną kontynuacją, nie dajmy się zwieść, istnieją dziesiątki dowodów natury księgowej i ekonomicznej na to, że mamy do czynienia z niezbyt szczelną, ale zmasowaną kampanią dezinformacyjną (jej mechanizm wyczerpuje zakres ekonomicznej analizy, dlatego skupimy się na kontrargumentacji zakładającej, że Rosjanie wierzyli, iż są w stanie zrealizować zamierzone cele, czyli nie kłamali od samego początku, oczywiście nie uciekając przed należną Czytelnikowi puentą). Wiemy z rosyjskich projektów budżetowych, że około 70 proc. wydatków z planu na lata 2011 – 2020 miało przypadać na drugą połowę obecnej dekady. Po niemal 4 latach ułomnej realizacji możemy również stwierdzić, że musi to być prawie 80 proc. Do końca tego roku plan zostanie zrealizowany tylko w 15 - 17 proc. (upłynie 40 proc. czasu). Sumy obu programów są podobne, zatem w latach 2020 – 2025 Rosja wycofuje się z koniecznych nakładów na armię (jeśli nadrobi zaległości w latach 2016 – 2020), przyznając, że nie jest w stanie w długiej perspektywie finansować takiego procesu i nim zarządzać. Przecież jeśli Rogozin mówi prawdę to udział zamówień w pierwszej połowie następnej dekady spada do poniżej 20 proc. najnowszego planu. Druga i najbardziej realna ewentualność polega na zwyczajnym przesunięciu programu, co dekonspiruje przeciętną kondycję Moskwy (zdezelowany sprzęt będzie dłużej utrzymywany w służbie). Innymi słowy, Rosjanie łudzą się (czyżby?), że w latach 2021 – 2025 uzupełnią braki z pierwszego planu i dołożą jeszcze około 320 mld. dol. (560 + 80 = 640, dzielimy przez 2, bo mamy 2 umowne „pięciolatki”: 2016 – 2020, 2021 – 2025). Zatem pula wydatków majątkowych na armię w latach 2011 – 2025 wedle oficjalnej retoryki Kremla wynosi 920 mld. dol. (bez służb specjalnych itd.). Po 4 latach realizacji Rosja wydała około 90 – 105 mld. dol i zamierza zwielokrotnić tempo inwestycji mimo pogarszających się warunków. Możliwe? Chyba jedynie w scenariuszu komunizmu wojennego. „Dotychczasowe doświadczenia wskazują, że zastąpienie istniejącego  programu zbrojeniowego przez nowy jest bardzo wygodnym mechanizmem rewizji intencji budżetowych w nieprzejrzysty sposób”, pisał Julian Julian Cooper z Centrum Studiów Rosyjskich i Wschodnioeuropejskich Uniwersytetu w Birmingham w nocie badawczej sporządzonej 2 lata temu dla SIPRI (Stockholm International Peace Research Institute) pt. „Wydatki militarne Federacji Rosyjskiej w latach 2012 – 2015”. Już latem 2013 roku na spotkaniu urzędników ministerstw finansów i obrony ustalono, że niektóre zamówienia zostaną przesunięte na kolejną dekadę. Czarę moskiewskiej goryczy dopełniają nowe problemy, zapowiadające koniec marzeń i dekapitalizację rosyjskiej armii. Ale po kolei, nie da się zrozumieć sedna rosyjskich kłopotów bez sięgnięcia do genezy biurokratycznych ambicji i przypomnienia stałych prawideł gospodarowania, jak też krótkiego opisu stanu rosyjskiego wojska.

Optymizm planistów

Dmitrij Miedwiediew podpisał dokument pt. „Państwowy Program Zbrojeń” w grudniu 2010 roku. Oparto go na prognozach zaczerpniętych z datowanej na 2008 rok koncepcji rozwoju społeczno - ekonomicznego Rosji do 2020 roku. Naturalnie, przewidywania w nim zawarte pochodziły z czasu dobrej koniunktury. Zakładano średnioroczny wzrost gospodarczy w dekadzie na poziomie 6.5 proc. Prognoza była ekstrapolacją wzrostu z czasów sytych. Przykładowo w III kw. 2008 roku gospodarka wzrosła realnie o 7.9 proc. a IV kw. 6.4 proc. Kontynuacja tego scenariusza pozwoliłaby zwiększać wydatki budżetu obronnego, w tym zakupy sprzętu, bez drastycznego zaciskania pasa w innych sferach działalności państwa. Wszakże Siergiej Iwanow na jednym z oficjalnych spotkań gościom z zagranicy powiedział, że Rosja nie powtórzy fatalnego błędu z czasów komunizmu i nie pozwoli „zazbroić się na śmierć”. Tymczasem w 2009 roku odnotowano spadek PKB o 7.9 proc. W pierwszych, właściwych dla planu latach, czyli 2011 – 2013, gospodarka rosła kolejno o 4.3, 3.4 i 1.3 proc. Najnowsza prognoza Międzynarodowego Funduszu Walutowego mówi o wzroście PKB o 0.2 proc w 2014 roku i 0.5 proc. w przyszłym (po zaborze Krymu będzie można w rosyjskich statystykach zaksięgować „powiększenie” gospodarki o około 1 proc., aczkolwiek rosyjski wiceminister gospodarki i tak ostrzega przed recesją). By ratować resztki programu Kreml ograniczał w budżecie transfer środków na naukę, ochronę zdrowia i usługi komunalne. Jak zwracał uwagę na falach „Echa Moskwy” Borys Niemcow, uwzględniając inflację, wydatki na edukację spadły w ciągu 3 lat o 30 proc. Moskwa pozwoliła również na dodatkowe opodatkowanie w regionach. Nic w tym dziwnego, ze względu na ambicje zbrojeniowe transfery z budżetu federalnego do obwodów i pozostałych podmiotów Federacji ograniczono o 40 proc. Rosja „zbroi się na śmierć” a i tak nie zrealizuje pierwotnych zamiarów. Nie ma takich pieniędzy. Ale nawet gdyby miała…

Co, jak i gdzie produkować?

Jaką zdolność ma rosyjski sektor zbrojeniowy do chłonięcia kapitału i generowania innowacji? Ledwie program zbrojeń rozpisano, a już pojawiły się pierwsze schody. „Cały czas jesteśmy pół żywi, pół martwi. Niektóre mechanizmy - kooperacja, budowa części mechanicznych - jeszcze jako tako pracują. A to, co stanowi podstawę naszej branży, czyli chemia, prace nad specjalnymi materiałami, leży. Sprzęt, na którym pracujemy, szybko się starzeje. Jeśli nie zostaną podjęte nadzwyczajne kroki, wszystko skończy się fatalnie”, ostrzegał w 2011 roku w wywiadzie dla „Kommiersanta” Jurij Sołomonow, rosyjski konstruktor rakiet. Mija 4 rok, a wicepremier Rogozin obiecuje inwestycje w moce wytwórcze na poziomie 80 mld. dol. Oznacza to, że Rosjanie przez lata niewiele uczynili, by rozwiać wątpliwości zawarte w wyżej postawionych pytaniach. Moskwie potrzebne są nowe linie montażowo - wytwórcze i innowacje. „Po upadku Związku Radzieckiego niektóre sektory przemysłu obronnego straciły prawie dekadę postępu technologicznego (a w pewnych przypadkach nawet dwie dekady)”, czytamy w analizie Stratforu z sierpnia 2012 roku. Zaznaczmy, że według planu wojska rakietowe i obrona przeciwlotnicza w całkowitych nakładach inwestycyjnych mają blisko 45 proc. udział (co swoją drogą jest ewenementem w skali światowej i wymaga odrębnego opisu w związku z doktrynami wojenno – wojskowymi FR).

Smuta inwestycyjna

W latach 90. i pierwszej dekadzie obecnego wieku w armii niemal nie odtwarzano środków trwałych, jakby powiedział biegły rewident. Cóż dla przedsiębiorcy oznacza stan rzeczy, w którym nie zamawia maszyn/urządzeń przez 20 lat, a rywale czynią to z powodzeniem? Porażkę z konkurencją, którą można nadrobić nadzwyczaj dużymi nakładami inwestycyjnymi, by powrócić na rynek z przytupem. Stąd w Rosji pojawił się pomysł wprowadzenia programu modernizacji i zakupów sprzętu. Musimy w tym miejscu przeprowadzić działanie, którego wynik pokaże nam jak utalentowanych centralnych planistów ma Rosja. W zeszłym roku Władimir Putin publicznie grzmiał, iż Federacja musi mieć milionową armię. Oczywiście armię nowoczesną. Co to ma znaczyć? Jakimi liczbami to przedstawić? Przejdźmy do matematyki. Wszystkie formacje armii amerykańskiej, z Gwardią Narodową liczą sobie około 2 mln. żołnierzy, nie wliczamy rezerwistów. Załóżmy, że obie armie (rosyjska i amerykańska) mają być równie nowoczesne, wyposażone w podobnie efektywne uzbrojenie, czyli oba „przedsiębiorstwa” chcą dysponować najnowszymi środkami „produkcji”. Musimy uwzględnić, iż na rynku zbrojeniowym panują ceny dość uniwersalne, co wynika z kapitałochłonności takich wytworów. Produkcja w tej branży wymaga dużych nakładów kapitału, w mniejszym stopniu pracy. Mówiąc wprost, jeśli Rosja chce mieć sprzęt porównywalny z zachodnim musi na jednostkę produktu poświęcić podobną ilość kapitału, praca stanowi bowiem niewielką część kosztu. Innymi słowy, jeśli Moskwa chce mieć myśliwiec czy czołg dorównujący amerykańskiemu lub brytyjskiemu odpowiednikowi, niechybnie jego cena będzie podobna do anglosaskiego wzorca. Jeśli nie będzie, to znaczy, że nie dorównuje zaawansowaniem zachodnim produktom. Wiemy, że armia amerykańska wydaje na środki trwałe około 25 proc. budżetu zasadniczego. W budżecie rosyjskim miało być to docelowo 55 proc. wydatków (ze względu na ceny uniwersalne wymagane jest większe poświęcenie na inwestycje, ponieważ Rosja jest biedna). W wypadku Stanów Zjednoczonych daje to około 1,5 bln. dol. w dekadzie w cenach stałych za 2012 rok. Podzielmy to przez 2 (tyle razy mniejsza armia), wychodzi tyle, ile Moskwa chciała wydać na armię, FSB (kontrwywiad cywilny i wojskowy), SWR (wywiad cywilny), FSO (odpowiednik BOR – u) wojska wewnętrzne i straż graniczną (w strukturze FSB) – 750 mld. dol. (w tym na armię 600). Oczywiście cykl amortyzacyjny (konieczność wymiany całego sprzętu) w tym sektorze trwa około 35 lat – przez taki czas Rosja musiałaby trzymać poziom, by dogonić jakością Stany Zjednoczone (w liczbach bezwzględnych w połowie, gdyż chce mieć 2 razy mniejszą armię). Zatem Moskwa prawidłowo odgadła potrzeby wojska jawnego i niejawnego. Mało tego, idąc za intuicją przedsiębiorcy, który zakupuje „środki trwałe”, nie chcąc czekać 35 lat na dorównanie konkurencji, niektórzy generałowie wpadli na pomysł, by nadrobić stracone 2 dekady - pierwsze żądania wojskowych opiewały na kwotę 1,16 bln. dol. w dekadzie. Tyle marzeń.

Trumny, defraudacje, renowacja zabytków

„Nasze transportery nazywamy trumnami, siadamy na zewnątrz wozów, gdyż po trafieniu granatnikiem mamy tam większą szansę na przeżycie niż w środku”, mówił rosyjski żołnierz po kampanii gruzińskiej. Tę prostolinijną wersję potwierdzał minister obrony Anatolij Serdiukow, ogłaszając swego czasu, że nie chce zamawiać żadnego sprzętu pancernego w Rosji, bo tutejszy kompleks wojenno – przemysłowy oferuje jedynie retusze sowieckich modeli. Serdiukow nie jest już ministrem obrony. Był zwolennikiem kupowania na masową skalę broni i technologii za granicą, w tym w USA. „Nasza armia potrzebuje nowoczesnego wyposażenia, jeśli rosyjski przemysł obronny nie może nam dać tego, czego potrzebujemy, to zamówimy sprzęt za granicą”, ostrzegał w 2012 roku wiceminister obrony Aleksander Suchorukow. Autor tych słów zgłosił się z prośbami do zarządów firm zbrojeniowych, tak wyłożył wynik rozmów: „szefowie przedsiębiorstw znaleźli mnóstwo wymówek (z powodu których nie są w stanie spełnić wymogów ministerstwa – przyp. red.), takich jak brak silników czy pazłotek. Tyle że ja wiem, jakie pieniądze dostali i jaką tandetę mają w zwyczaju produkować.” Wiceminister zwrócił uwagę na stały w Rosji problem, jeśli fabryki mają zagwarantowane pieniądze, a nie posiadają nowych patentów, to „odświeżają” stary sprzęt. Przy wysokiej cenie jest to forma defraudacji. Taki los spotkał między innymi plan modernizacji samolotu Mig – 31. Kiedy ze względu na niską jakość Algieria nie odebrała rosyjskich samolotów Mig – 29 SMT przyjęto je do służby w rosyjskich siłach powietrznych. Produkcja jest kontynuowana ze względu na kilkuletnie opóźnienie programu następcy wymienionej maszyny, czyli samolotu Mig – 35. Aleksij Kudrin jako minister finansów miał się upierać, że Rosja nie jest w stanie wydać na program zbrojeniowy w latach 2011 – 2020 więcej niż 300 mld. dol. Kudrin nie jest już ministrem finansów.

Panika w „gensztabie”

Pod koniec listopada ubiegłego roku Władimir Putin zorganizował cykl spotkań w Soczi. Obecni byli Siergiej Szojgu - minister obrony, Władimir Rogozin - wicepremier ds. kompleksu militarno – przemysłowego, wiceministrowie, szefowie przedsiębiorstw z sektora, generałowie. Prasa (między innymi „Wiedmosti”) alarmowała, że z programem są problemy, trudno pogodzić cele jakościowe z produkcją w Rosji, czego zwolennikiem jest minister Szojgu. Gazeta podawała, że sam fakt zorganizowania narad świadczy o tym, że Szojgu i Rogozin nie poradzili sobie z wyzwaniem. Konsultacje trwały do 3 grudnia. Carskim zwyczajem Putin rozkazał wypełnić zadania z troską tak o dobro armii jak i przemysłu, tyle wiemy ze strony internetowej Kremla. Po tych „reformach”, 11 grudnia Rogozin przed Dumą raczył ogłosić deputowanym, iż sprecyzowano założenia kolejnego planu dziesięcioletniego (wyżej wymieniony program na lata 2016 – 2025). Rzekomo znajdą się w nim projekty niwelujące 30 – 40 lat opóźnień rozwojowych rosyjskiego parku zmechanizowanego (czołg Armata, transporter Bumerang, wóz gąsienicowy Kurganiec). „Rosyjski przemysł zbrojeniowy stopniowo podnosi się z posowieckich ruin. Tym niemniej, w dalszym ciągu jest źle wyposażony, nieefektywnie zorganizowany i trawiony korupcją, to będzie ograniczało zdolność Rosji do technologicznej rywalizacji z Zachodem”, mówił dr Sam Perlo-Freeman, Dyrektor Programu ds. Wydatków Zbrojeniowych i Produkcji Broni SIPRI. „Rosyjski przemysł zbrojeniowy jest skostniały. (…) Nawet gdyby rosyjski wywiad zdołał ukraść zagraniczne technologie wojskowe, to nie przyniesie przełomu, ponieważ stracono specjalistów i ośrodki badawcze, które mogły prawidłowo wdrożyć zagraniczne wynalazki”, dodawał Rusłan Pukhow, Dyrektor Centrum Analiz Strategii i Technologii w Moskwie. W podobnym duchu wypowiadał się również Jurij Borisow, wiceminister obrony. Problem z oświadczeniami rosyjskich urzędników polega na tym, że są sprzeczne (symptom dezinformacji). Musimy je konfrontować z obiektywnymi faktami, których nie da się ukryć. Latem media rosyjskie podawały, że niedługo (w ciągu roku – dwóch) zakończy się proces konsolidacji zbrojeniówki i eliminowania pośredników w zamówieniach, co ma ograniczyć do minimum korupcję i defraudacje. Zatem po 4 – 5 latach Rosja zakończy proces, który był warunkiem koniecznym do przeprowadzenia modernizacji. Jak w tym kontekście brzmi zapowiedź kolejnego planu, wykraczającego 5 lat poza obecny? Niech podsumowaniem wątku będzie obraz wydajności rosyjskiego przemysłu obronnego. Kompleks zatrudnia około 4 proc. aktywnych zawodowo, którzy wytwarzają najwyżej 2,5 proc. PKB. Oznacza to blisko dwukrotnie niższą efektywność niż przeciętna w gospodarce. W 2010 roku rosyjska zbrojeniówka nie zrealizowała około 30 proc. zamówień. A przecież jeśli porównamy je z aktualnymi ambicjami to były nader skromne. Wyżej wymienione przypadłości nie wyczerpują listy problemów, z którymi musi się zmierzyć Kreml. Inflacja, wyższa stopa procentowa, problemy kapitałowe banków państwowych, zerwanie kooperacji z ukraińskim przemysłem, spadek wpływów budżetowych na skutek spowolnienia gospodarczego, ceny monopolistyczne po konsolidacji kompleksu obronnego - to krótka lista nowych i starych, ale wyostrzonych przez ostatnie wydarzenia kłopotów, za sprawą których należy rosyjski program spisać bezpowrotnie na straty.

Potiomkinowska wieś, czyli strategia fasady i siły

Rosyjscy generałowie z zamiłowaniem organizują konferencje prasowe i pozują do zdjęć na manewrach. Oficerowie prasowi z odpowiednią pieczołowitością kolportują filmy z ćwiczeń, które później pokazują media przy okazji zachwytów nad potęgą „niedźwiedzia”. To właściwe dla sowietyzmu przywiązanie do formy i magii liczb (20 bln. r., 600 – 750 mld. dol.) nie niesie jednak za sobą proporcjonalnej treści. Dość nadmienić, że szczegóły wydatków majątkowych rosyjskiego ministerstwa obrony budżet Federacji ukrywa za sekretnym Państwowym Rozkazem Obronnym, corocznie wydawanym przez prezydenta. Anatolij Tsyganok z Centrum Prognoz Wojskowych oblicza, że aurą tajemnicy Rosja otacza 70 proc. transferów inwestycyjnych, Stany Zjednoczone 6-7 proc. Po cóż Moskwa ma ukrywać sukcesy? Skoro planami zajmują się w dużej mierze oficerowie KGB i ich uczniowie, oddajmy głos jednemu z tych spośród towarzyszy, którzy „nawróceni” przeszli na stronę „atlantystów”  i opowiedzieli nam o moskiewskich zwyczajach. - We wzorcu „fasady i siły” informacje mogące zaszkodzić reżimowi są umniejszane, a informacje korzystne – wyolbrzymiane. Rzeczywiste zagadnienia są poruszane w prasie tylko pobieżnie, jeśli w ogóle. Statystyki zwykle się ukrywa, bądź zawyża. Propaganda odgrywa tak istotną rolę, że sama w sobie staje się główną formą dezinformacji. Aby zwiększyć jej wiarygodność, prowadzone są specjalne operacje, które mają za zadanie wprowadzić odbiorcę w błąd. Słabości i „wpadki” systemu są przedstawiane jako jego mocne punkty i sukcesy, a polityczna i ideologiczna pasywność jako zwycięstwo. Niepewność względem przyszłości prezentuje się jako wiarę w to, co ma nadejść. Obawy świata zewnętrznego są podsycane, zagrożenie ze strony komunizmu jest zaś nieproporcjonalnie wyolbrzymiane w stosunku do rzeczywistego potencjału, celem skutecznego zniechęcania od interwencji w jego wewnętrzne sprawy – pisał Anatolij Golicyn w książce „Nowe kłamstwa w miejsce starych”. Cytat chyba nie wymaga opatrzenia dodatkowymi przypisami. Zatem w najlepszym dla Rosji scenariuszu „charyzmatem proroctwa” wykazał się minister Kudrin. Moskwa nie wyda do 2020 roku na zbrojenia więcej niż 300 mld. dol., a redakcje polskojęzycznych mediów powinny zostać napiętnowane za szerzenie sowieckich „dez”, którym „legendę” tworzą oficerowie SB, WSW etc.

PS W czasie agresji Rosji wobec Ukrainy, z grupy krajów – USA, Wielka Brytania, Polska, Ukraina, Rosja – media tylko 2 państw powtarzały bzdury „siłowników”. Proszę zgadnąć które to państwa. W pozostałych plan modernizacji opisywano powszechnie w czasie kampanii prezydenckiej Putina w 2012 roku.

PPS Gwoli oddania sprawiedliwości ludziom, których wnioskowanie jest przeciwieństwem nieprzyzwoitości bądź niewiedzy rezonatorów moskiewskich kłamstw, polecam teksty wybitnego analityka życia publicznego, Pana Aleksandra Śiosa, rzeczony autor był wedle mojej wiedzy pierwszą osobą w Polsce, która zwróciła uwagę na rosyjskie problemy. Powinienem o tym wspomnieć od razu, za spóźnienie przepraszam. Polecam w szczególności tekst "Rosja - imperium czy potęga mitu", http://bezdekretu.blogspot.com/2013/03/rosja-imperium-czy-potega-mitu.html Sceptycznie wobec kremlowskich planów wyrażał się również red. Maksymilian Dura z portalu Defence24.

Źródła:











http://www.sipri.org/research/armaments/milex/publications/unpubl_milex/military-expenditure-in-the-russian-federation-2012-2015



http://www.defence24.pl/news_rosja-zmuszona-do-zakupu-migow-29smt-opozniony-program-samolotu-nowej-generacji



http://russiandefpolicy.wordpress.com/2013/12/05/reaction-to-putins-armaments-conferences/







































http://www.sipri.org/research/armaments/milex/ICES2013/papers/archive/oxenstierna-russian-defence-budget-and-sap